Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Dogmaty religijne są jak mantry, które potrafią mocno wbić się w naszą podświadomość. Niezależnie czy jesteś osobą wierzącą i praktykującą czy uważasz się za ateistę, nawet nie zdajesz sobie sprawy, że te programy przekazywane z pokolenia na pokolenie, mogą mieć znaczące wpływ na nasze życie.

Bardzo popularne tytułowe stwierdzenie jest przykładem właśnie bardzo silnego programu, który zakotwicza naszą świadomość w pozycji bycia ofiarą. Istotą, która nie posiada własnej siły, niezależności i wolnej woli. Sugerując, że to co sami stworzymy i zrealizujemy siłą naszej kreacji oraz wolnej woli i tak zostanie unicestwione. Podświadome przesłanie przekazu: „Ne ma sensu”, podkopuje nasze poczucie własnego Ja.

Brak poczucia własnego Ja powoduje, że w naszych oczach stajemy się bezwartościowymi istotami, które nie potrafią samodzielnie kreować własnego życia, a co za tym idzie potrzebują pomocy z zewnątrz. Ponadto czujemy się gorsze i niegodne tego, aby być szczęśliwymi, spełnionymi i obdarzonymi wszelkimi darami bożymi. Bo przecież na prezenty to trzeba zasłużyć.

Bycie niegodnym” – to poczucie niskiej wartości, wywołujące paraliż i niemoc własnego Ja.  Za tym idą programy: nic nie umiem, nie potrafię, boję się…itp., które perfekcyjnie hamują nasz rozwój na wszystkich poziomach. Nie pozwalają nam samorealizować się w życiu i zamykają nam drogę do szczęścia i miłości. Niemoc twórcza kreowania własnego życia wynika z podświadomego poczucia bycia ofiarą.  A pycha naszego ego zaś przesłania nam możliwość spojrzenia sobie w oczy i wyznanie sobie prawdy.

Słowa: „Będę Kimś”, „Zostanę kimś”- rodzą walkę o byt i przetrwanie oraz wybicie się  ponad inne byty tu żyjące na poziom gdzie w końcu poczuję się że jestem Kimś lepszym od innych. Heh to jak konkurs, kto z nas szczurów popędzi szybciej i dalej.

Pojawia się tutaj pytanie: Kim w tej chwili dla siebie jesteś, że dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości określasz swoją wyższą rangę wobec siebie ?  Odpowiedź nasuwa się sama: „nikim”. Dlatego biegniesz za karierą, sukcesem, dobrobytem materialnym, miłością, aby pokazać ludziom, a przede wszystkim sobie, że jesteś KIMŚ. Bo w twoich oczach to jest COŚ, co nada ci własnej wartości.

Pojawia się kolejne pytanie: w jaki sposób,  uważając siebie za jednostkę nic nie znaczącą, możesz osiągnąć spełnienie w życiu ? Jeżeli masz niską wartość samego siebie to tak naprawdę nie uda ci się osiągnąć szczęścia. Bo niekoniecznie zdobycie wysokiego stanowiska czy majątku przyniesie ci szczęście.

Jeżeli brak ci świadomości własnego Ja wszystkie twoje sukcesu tworzą tak naprawdę iluzję twojego szczęścia. Dają ci tylko fragment tego co  mógłbyś osiągnąć. Dlaczego ? Otóż nauczono nas jeszcze jednego programu: „nie można mieć wszystkiego w życiu”. Wynika to również z „bycia niegodnym”, czyli niespełnionym w życiu. Nie mówiąc o tym ile wyrzeczeń nas kosztuje osiągnięcie jednego, poświęcając drugie. Nie bagatelne jest powiedzenie:

„Kto nie ma szczęścia w miłości ma szczęście do pieniędzy”

Dlaczego ludzie, którzy osiągnęli sukces finansowy w życiu są zimni i bezwzględni. Albo ciągle czują niedosyt. Ponieważ jakąś część siebie po drodze stracili i ciągle czegoś im brakuje, tylko nie wiedzą czego. Myślą, że wszystko kupią za pieniądze. A tu co …. Kicha. Pojawia się tutaj poczucie braku… wynikającego z czego ? A no właśnie z braku poczucia wewnętrznej wartości, wynikającej z nieświadomości kim naprawdę są. Oddali część siebie, aby osiągnąć to o czym marzą tysiące. Podpisali przysłowiowy pakt, który tak determinuje ich jestestwo. I tak naprawdę dalej są ofiarami w tym świecie. A przy tym mają złudne poczucie wyższości nad innymi.

Ergregor niestety działa na wszystkich i powoduje, iż wszyscy jesteśmy ofiarami, stąd tworzymy z pokolenia na pokolenie różne programy, które unicestwiają nasze jestestwo i sprowadzają nas do pozycji niemocy, bezsilności i niewiedzy, ogólnie rzecz ujmując poczucia „nikim” w swojej wewnętrznej istocie. Niezależnie czy to są pieniądze, dobrobyt,  miłość, dobre stosunki z innymi lub inne sfery naszego życia. Zawsze jakaś strefa naszego bycia tu i teraz  kuleje.  Mówi się o tzw. przepracowywaniu karmy. A tak naprawdę chodzi o wejście w program ofiary i doświadczenie tego na wielu poziomach ludzkiego istnienia. Jednym słowem doświadczenia braku i straty, wynikającej z poczucia bycia prochem.

Poczucie własnej wartości- czym jest

W poczuciu własnej wartości nie chodzi głównie o to, żeby kochać siebie, bo np. jestem piękny, mądry, utalentowany i wykształcony  lub mam wiele innych zalet tutaj na ziemi.  Tak naprawdę jest to pozorna miłość wynikająca z programu ego, wgranego nam przez środowisko, sposób wychowania lub obecny styl życia. Nie wynika to z naszego jestestwa, lecz oddala nas od niego i wprowadza w kolejne błędne koło wierzeń oraz przekonań.

Prawdziwe poczucie własnej wartości to świadomość własnej boskości i mocy twórczej.

Czy zastanawiałeś się: Jaki jest twój stosunek do twojej własnej mocy ?  W jakim świetle siebie stawiasz, jako istotę. Czy jesteś małym robakiem/trybikiem w systemie tego świata czy kimś wielkim wobec siebie, który umie przenosić góry ? Właśnie…. Na to pytanie wielu z nas nie zna odpowiedzi. Nie sięgamy tak głęboko w swoje istnienie, opieramy się na dogmatach zewnętrznych funkcjonujących wokół nas.

Tytułowy program determinuje nasze działanie, które jest uzależnione od warunków, w których funkcjonujemy, innych istot i całej siatki systemu wierzeń i przekonań, w które zostaliśmy uwikłani. Dlaczego ? Bo poprzez ten paradygmat zabrano nam naszą MOC, sprowadzając nas do roli podporządkowanej światu istoty, której się ustala granice działania i kreacji. Wmawiając jej tym samym co jest dobre a co złe oraz ustawiając priorytety jej spełnienia i szczęścia.

Prawdziwe samospełnienie do znajomość własnej mocy twórczej i wolnej woli istnienia na wszystkich poziomach życia, wynikającej z naszego boskiego pochodzenia. Kiedy osiągasz świadomość Kim Jestem,  twoje poczucie braku czy straty przestają istnieć. Stajesz się istotą niezależną od idei zewnętrznego świata,  idącą w pełni za głosem własnego serca, żyjącą w harmonii i spokoju własnego Ja.