War of kings- wojna wpływów

Od zawsze uważałam, że artyści są najlepszymi wizjonerami świata. Ich kreatywne umysły wybiegają poza naszą postrzeganą rzeczywistość, widzą to co rozgrywa się za matrycą naszej świadomości. Potrafią trafić nie tylko w duszę indywidualnej jednostki, ale też przedstawić zmiany, jakie obecnie zachodzą w świecie. War of kings ( Wojna królów) to ostatni album grupy Europe- mojego ulubionego zespołu.

 

„Niebo zakrywa się ciemnością tak jakby wieko trumny zamykało świat. Gdzieś z  daleka powiew zimna przeszywa na wskroś.  Wszystko czeka…. Na co ?  na spektakl, który zaraz  ogarnie świat…. „

To fragment mojej wizji, która nagle pojawiła się podczas słuchania „War of kings” Europe. Wojna królów daje do myślenia nad strategiami rządzącymi tym światem. Bo czyż wszystkie konflikty od zarania dziejów nie były zaaranżowane przez władców tego świata? Pionki zostały rzucone -rozdanie już nastąpiło. Werdykt został podjęty.  Pospólstwo jak tępe owieczki, zmanipulowane propagandą idzie posłusznie wykonać ich zadania, ginąc i zabijając w imię czego? W imię wartości, które tak naprawdę utożsamiają miłość, pokój, patriotyzm, Boga itp. a nie wojnę. Czy zatem o miłość też trzeba walczyć? Co niektórzy powiedzą- TAK.

W naszym świecie stworzono nam iluzję miłości i opatrzono etykietką „limited”. Zamknięto do niej drogę w naszych sercach, abyśmy nie szukali jej tam. Stworzono sztuczny zewnętrzny świat jej odczuwania i wyobrażania pod wieloma iluzyjnymi aspektami. Więc, o co tak właściwie walczymy? O wpływy tych, co rządzą nami i światem w nas. War of kings przedstawia coś co dzieje się po za nami, a ma bezpośredni wpływ na nasz los. Czego nie widać, a czuć jego podmuch za naszymi plecami. Prawdziwi królowie tego świata pozostają w cieniu i jak pionkami na szachownicy ustawiają świat. Dwie siły ścierają się dobra i zła (biel i czerń na szachownicy). Jedni chcą pomóc a drudzy zaszkodzić. Tylko tak naprawdę czym jest dobro, a czym jest zło ? Czym jest ciemność a czym jest światło? Otóż zło nie mogłoby istnieć bez dobra, jak i ciemność nie mogłaby istnieć bez światła. Bo jak uzmysłowić sobie jasność gdyby nie istniał mrok. To dwa aspekty naprzemiennie funkcjonujące ze sobą od początku tego dualnego świata, budujące tą dualną rzeczywistość i otaczającą nas. Czyż nie wydaje wam się, że tak naprawdę jest to jedno i to samo ? Czy ci co jawią się niby światłem – nie zmienią się zaraz w naszych oprawców?