Trędowate dzieci

Trąd to zakaźna choroba, która praktycznie eliminuje zarażonego człowieka ze społeczeństwa. Stąd mówiąc na kogoś trędowaty mamy na myśli osobę, którą należy wydalić i eksterminować ze środowiska. Brzmi bezlitośnie, ale tak okrutne losy spotykały osoby zarażone.

Podobnie jak na poziomie fizycznym tak i na poziomach energetycznych ma to swoje odzwierciedlenie w psychice ogólno społecznej. Zapewne pamiętacie film „Trędowata”, w którym to młodą guwernantkę potraktowano, jako wyrzutka społecznego i wydalono z pałacu. Nie mam zamiaru opowiadać tu treści filmu, ale przedstawić postępowanie wobec tych ludzi od strony psychologii społecznej. Trędowaty to jest swego rodzaju wzorzec-program, który mają wgrany niektórzy przedstawiciele społeczeństwa, nie zdając sobie z tego sprawy. To nie jest fikcja lecz sama przekonałam się na przykładzie mojej przyjaciółki i jeszcze jednej mojej pacjentki, która mi to uświadomiła, opowiadając o swoich powiązaniach rodzinnych. Ale zacznijmy od początku.

Otóż Wracając do domu z warsztatów w pociągu relacji Lublin Warszawa zaczęłam zastanawiać się nad moją wieloletnią przyjaciółką, którą praktycznie znam od liceum. Odkąd pamiętam ona zawsze miała problemy z komunikacją z rówieśniczkami w klasie. No cóż powiecie, że są dzieci, które nie mogą sobie w klasie znaleźć kolegów czy koleżanek i nie każdy musi nawiązywać w tym wieku trwałe przyjaźnie. U niej sytuacja wyglądała nieco inaczej. Dziewczyny ją po prostu nienawidziły, wyzywały i traktowały, jako wyrzutka społecznego. I to z bliżej nieokreślonego powodu, bo nie robiła nic takiego, co by wskazywało na takie zachowanie wobec jej osoby. To oczywiście przedkłada się również na jej życie dorosłe. Obecnie prowadzi ona własną działalność jest szczęśliwą matką i żoną. Ale trauma tamtych czasów jakby nie zniknęła z jej życia. Często mi powtarzała: „Sylwia co to jest, że mi tak kobiety zazdroszczą. Co ja im zrobiłam takiego, że one mnie tak nienawidzą. Prowadzę własną firmę i ciągle ktoś mi świnie podkłada. Mam dziwne głuche telefony, obelgi, zastraszają mnie- i to kobiety. Nie dość tego moje sąsiadki z otoczenia również mnie omijają, obgadują mnie za plecami itp. Zawsze miałam jakiś konflikt z kobietami. Jedynie ty traktujesz mnie normalnie i jeszcze niektóre koleżanki, ale to na palcach jednej ręki mogę wyliczyć. Tak naprawdę to boję się kobiet, bo nie wiem, jaki numer mi wykręcą….”.

Powiem szczerze nie umiałam wyjaśnić tego fenomenu i szukałam na wielu poziomach powodu takiego antagonistycznego nastawienia kobiet wobec jej osoby. Aż nagle otrzymałam sygnał z wyższej świadomości: „Zwróć uwagę na okoliczności jej poczęcia”. No i się zaczęło.

Moja przyjaciółka jest dzieckiem z tzw. wpadki. Dwoje nastolatków, które ledwo się poznało  na obozie poszło ze sobą do łóżka. Był to ich pierwszy raz- no i  zakończyło się ciążą. Oczywiście rodzina zmusiła ich do małżeństwa, no bo jak to  niepełnoletnia jeszcze dziewczyna z brzuchem. Każde z nich miało swoje plany na życie, a szczególnie jej matka. Natomiast niespodziewana ciąża bardzo boleśnie zmieniła jej życie i spowodowała, że ona wręcz znienawidziła to dziecko. Ta nienawiść, wściekłość przedkładała się na dzieciństwo mojej przyjaciółki. Stan emocjonalny matki odbił się na psychice córki. Ona nie potrafiła jej kochać, a wręcz ją gnoiła i wyzywała od wyrzutków społecznych. Od najmłodszych lat była napiętnowana przez rodziców, jako winna całej tej sytuacja. Przez okres dzieciństwa w jej psychice narodził się syndrom trędowatej, czyli kogoś kogo trzeba eksterminować ze społeczeństwa. A ponieważ głównie matka czuła wielki ból i nienawiść do siebie i całego świata z powodu niechcianej ciąży, dlatego też kobiety reagują najbardziej na ten bardzo silny emocjonalnie program.  Co prawda nie wszystkie. Gdyż ja odczuwając antagonistyczne odczucia wobec niej potrafiłam to wyalienować z mojej psychiki i nie reagować na tego typu myśli. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, ale najbardziej podatne na ten schemat są kobiety o tzw. niższej świadomości, które zupełnie siedzą w swoim ego. Podporządkowując się zupełnie woli matrycy, idą z falą trendów matrixa. Po prostu nie myślą i nie mają własnego zdania. W takiej sytuacji reagują jak zaprogramowane hologramy, bez szczególnej przyczyny i zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Dlatego trudno mi było określić sedno samej sprawy, dlaczego ta czy inna panienka podkłada jej świnie, albo wyzywa od różnych.

Podobną sytuację ma moja pewna pacjentka. Też jest swego rodzaju niechcianym dzieckiem. Jej matka co prawda będąc w związku małżeńskim, nie chciała mieć dzieci, no ale się przytrafiło. Matka ma do niej wielki żal za to, że pojawiała się na świecie, ponieważ też miała zupełnie inny plan na swoje życie, w ogóle niezwiązany z macierzyństwem. U mojej pacjentki sytuacja przedstawia się nieco łagodniej, ponieważ występuje taka sytuacja sporadycznie, szczególnie jak jej matka ma do niej pretensje. Tutaj zauważyłam wielkie poczucie winy i żalu oraz srebrny sznur łączący ją z matką w okolicach splotu słonecznego. Pojawia się tutaj od strony niezadowolonej matki próba przejęcia kontroli nad życiem dorosłej córeczki, która nie chcąc słuchać mamusi strażnika, dostaje wielkiego „ała”- co ciekawe też od kobiet.

Ludzie są jak lustra ukazują nam wnętrze naszej psychiki, nasze leki, blokady, programy jakie nosimy w naszym umyśle. Reagują na bodźce, które na podświadomych kanałach przesyłamy do otoczenia. Brak akceptacji siebie, jako istoty żyjącej na tym świecie to bardzo silna trauma, która ma odbicie w naszej rzeczywistości. Poczucie: „Jestem tutaj niechciana/ny” wraz z poczuciem winy i żalu, że komuś swoją obecnością zrobiliśmy krzywdę powoduje, że stajemy się ofiarami i pozwalamy, aby inni traktowali nas jak trędowatych. Tym samym zadośćuczyniamy karaniem się poprzez innych i spłacamy winy i żale, jakie mamy wobec swoim rodziców. Oczywiście dzieje się to na poziomach naszej podświadomości i nie mamy zupełnie o tym pojęcia, jako świadome istoty.