Kompleks ofiary narodowej

heart-1477035_1280

Pewnego dnia rozmawiałam z moim szefem w firmie na temat debiutu spółki na GPW. Opowiadał mi wtedy, co się działo w Warszawie jak spółka weszła na giełdę. Wokół niego kręciło się wielu dziennikarzy, którzy z tego tytułu chcieli z nim przeprowadzić wywiad. Jednym słowem firma miała wtedy swoje 5 minut i była w centrum zainteresowania.

On oczywiście chciał się pochwalić przy tej okazji, jak Polska firma rozwinęła się na dość trudnym rynku IT i jakie na tym polu osiągnęła sukcesy. Natomiast oni chcieli wiedzieć o jakiś wpadkach, niedociągnięciach, generalnie szukali sensacji. On był bardzo tym zbulwersowany. Zapytał się ich wprost dlaczego nie interesują ich sukcesy firmy, czyli jak się dynamicznie rozwija w Polsce itp. A oni mu odpowiedzieli, że najbardziej interesujące są katastrofy, negatywne informacje, sensacje itp., a sukcesy firmy to już jest reklama. Oboje stwierdziliśmy, ze ludzie szczególną uwagę zwracają na wszelkiego rodzaju negatywne i nieszczęśliwe rzeczy w życiu, zamiast koncentrować swoją uwagę na szczęściu i pozytywnej sferze życia.  Teraz zadaję sobie sama pytanie, dlaczego ten świat jest tak dziwnie skonstruowany, że żyjemy w swego rodzaju negatywizmie i to, co nieszczęśliwe, złe, negatywne nas tak podnieca i przyciąga naszą moc, a sprawy szczęśliwe i pozytywne nawet nie zwracamy uwagi. Wydają się mniej ważne w naszym życiu. Często nawet nie zauważamy najmniejszej chwili szczęścia, okazanej wdzięczności czy małej przyjemnej drobnostki, która nas akurat spotkała. Opętani samymi negatywnymi sensacyjnymi wiadomościami, podczepiamy swoją energię pod nie i jeszcze bardziej pompujemy i rozwijamy je w świecie. Czyżby takie programy mamy wgrane w umyśle? Do tych rozważań zainspirował mnie ten o to artykuł na stronie kochane zdrowie.

Im bardziej zagłębiam się wewnątrz moich emocji, tym bardziej przekonuję się, że rozwijam się przez moje absolutne przekonanie i nic więcej, co jest jedynym sposobem, aby osiągnąć prawdziwą transformację. Pisałem jakiś czas temu, że najważniejszym moim celem w życiu, o czym wiedzą ludzie , z którymi często się spotykam, jest : „wsparcie osób, które chcą znaleźć swoją drogę życia” i to co mam bardzo jasne to, to że jest to możliwe tylko poprzez uczenie się od siebie samego, udoskonalając siebie, a tym samym być inspiracją dla innych.

Podczas gdy opracowywałem jeden z moich nowych projektów z osobą, którą podziwiam i bardzo szanuję stwierdziłem, że, przynajmniej w tym kraju, tworzymy kulturę bycia ofiarą, która jest w nas nagrywana idiosynkrazja, a więc przekonanie, wiara dziedziczona przez lata.

Żyjemy w świecie ciągle wstrząśnięci, groteskowymi wiadomościami, tych których życie wydaje się warte niewiele, w którym dzieci są słabo chronione i wykorzystywane, starsi ignorowani, nowy samochód jest bardziej wartościowy niż życie człowieka. Najgorsze rzeczy stają się jeszcze bardziej uzależniające, negatywne informacje, używki sprzedają się bardziej niż pozytywne wiadomości. Jednak mimo tego wszystkiego wydaje się, że stają się uzależniające, chcemy zobaczyć, jakieś nowiny potwierdzające, że życie jest okrutne, trudne, przerażające.

Nawet wydaje się, że staliśmy się tak bardzo znieczuleni, ale ważne jest to, aby przeanalizować wszystko, co pozostawia po nas lawina zdarzeń niepożądanych, agresywnych i pozbawionych sensu. Istota tego, jest to, kim naprawdę jesteśmy dla każdego z nas. W świecie w którym jest przyzwyczajenie do obwiniania, sądzenia, jest nieuniknioną konsekwencją bycia „ofiarą”, rządzących tym krajem, naszych rodziców, rodzeństwa, nauczycieli, kolegów, szefów, partnerów, pogody itp. Uczymy się od najmłodszych lat, aby unikać odpowiedzialności za wszystko, co robimy lub mówimy i obwiniać innych za to szybciej niż nauka chodzenia; ponadto nauczyliśmy się, zwłaszcza na Zachodzie że jest ktoś, na zewnątrz, kto zrobi za nas w życiu, to co chcemy.

I tak się rozwinęła ludzkość przez wieki do tego stopnia, że stało się to częścią nas, zawartym w naszym polu morpho – genetycznym. Więc to jest integralną częścią poszukiwania sytuacji i informacji, które potwierdzą nam, że istnieją „źli” i „dobrzy” i generalnie wszyscy chcą być po stronie „dobra”. Tych „złych” lepiej by,zawsze bili inni i mamy nadzieję, że ci, zostaną ukarani przez sędziego, który odpowiada zgodnie z naszymi przekonaniami. Ile takich historii? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, ale to co mam jasne jest to, że ten nurt, przyniósł nas tutaj, i z pewnością był przydatny w pewnym momencie dla ludzkości.

Czy to ma sens? Z mojego doświadczenia wiktymizacji przez wiele lat, naprawdę nie ma sensu, nie warto, kiedy trzymamy się tak mocno, aby być ofiarą czegokolwiek, przywołamy do swojego życia sytuacje i ludzi, którzy potwierdzają przez zwykłe prawo zależności, że tak jest. Od jakiegoś czasu postanowiłem zostawić, jak najdalej to możliwe, tą osobę. Podejmując bezwzględną odpowiedzialność, dla każdego z moich doświadczeń, nawet przed urodzeniem, ponieważ mam silne przekonanie, że wybór jaki doprowadził do tego doświadczenia życiowego, był to wcześniejszy mój wybór; dlatego każde doświadczenie jest częścią mojej nauki.

Teraz dbam by nie obwiniać,nikogo i niczego za to co się dzieje, i przyjąć wszystko z dystansem i w sposób jaki mnie odpowiada. Teraz myślę, że coś jest większe ode mnie, a ja jestem odpowiedzialny za wszystko, co stworzyłem. A teraz żyję z nadzieją, bym mógł osiągnąć pozbycie się uciążliwej ofiary, którą karmiłem prze lat i odnieść sukces w tworzeniu życia, które mnie przyciąga i odpowiada a moje uzależnienie bycia ofiarą życia, mogła pozostać jako historia do opowiadania.

Źródło: http://kochanezdrowie.blogspot.com/2015/10/uzalezniony-od-bycia-ofiara.html